Czy, także chodzicie do zewnętrznego doradcy?

Czy, zawsze koleżanki będą miały rację?

Czy, może „WRÓŻKA PRAWDĘ CI POWIE”?

A może, wsłuchujecie się we własne odczucia?

Sądzę jednak, że w tych sprawach słuchacie własnej intuicji, swego serca, swego wewnętrznego mistrza, czyli SIEBIE! Jeśli robicie już coś dla mamy, taty lub rodziny, to nie zawsze jest to dobre dla WASZEGO ZDROWIA. Wiecie o tym, że większość WYBORÓW dokonywanych na CZYJĄŚ „PROŚBĘ”, jest niewypałem dla spełniających tę nie swoją „PROŚBĘ”.

Ze statystyk wynika, że w tych „rodzinnych wyborach”, będzie jakiś niewielki procent „udanych” lub pasujących do „społecznych wymogów” związków. Zgodzicie się ze mną, że byłoby o wiele więcej zadowolonych i rozpromienionych waszych twarzy, gdybyście same dokonywały tych jakże ważnych decyzji życiowych, zgodnie z własnym sercem i lub po własnych przemyśleniach.

Zakładając, że wszyscy bez względu na płeć, WSŁUCHUJECIE się w SWÓJ wewnętrzny głos, przy świadomym wyborze męża, żony lub w poszukiwaniu bratniej duszy, to chciałbym zapytać:

Dlaczego wasz głos, ZANIKA na innych płaszczyznach waszego codziennego ŻYCIA?

Dlaczego, JEGO nie słyszycie?

Czym jest podyktowana ta nagła UTRATA SŁUCHU? Nastąpiły „przeregulowania” częstotliwości nadawanego pasma w odbiorze wewnętrznego doradcy? Czy może bardzo dobrze go słyszycie, ale przyciszyliście „nadajnik”, aby wam nie przeszkadzał?

Czy „wewnętrzny głos” zna się tylko na wyborach mężów, żon i bratnich dusz, a na innych sprawach już nie?

A gdybyście zrobili podsumowanie na dwóch kartkach:

  • na pierwszej kartce sprawy, zakończone waszym sukcesem i te które są w takcie waszego załatwiania, ale pozytywnie rokują
  • na drugiej kartce sprawy, które już zakończyły się fiaskiem oraz te, które się „toczą”, ale czujecie, że nic z tego nie wyjdzie, choć cały czas poświęcacie temu bardzo wiele uwagi, a jednak do przodu nic się nie posuwa wręcz odwrotnie

Zastanówcie się głęboko, czy w grupie tych pierwszych spraw, które są waszymi osobistymi sukcesami, nie są to sprawy do jakich SAMI byliście wewnętrznie głęboko przekonani, zanim jeszcze wystartowały?

Przechodząc do pracy agentów ubezpieczeniowych, wiele lat pracujących lub rozpoczynających własną karierę.

Czy to nie wy dokonujecie wyboru jak ma przebiegać wasz dzień pracy?

Wstajecie codziennie rano i po dobrym śniadaniu, udajecie się do biura, aby szkolić się z ogólnych warunków ubezpieczeń oraz dzwonicie do klientów, aby się z nimi spotkać i rozmawiać?

Nawet jeśli menadżer układa wam plan „zajęć”, a wy do jego działań nie jesteście przekonani, to z założenia jesteście mniej AKTYWNI na tym polu. Powierzone wam zadania, nie są zgodne z wami i po prostu nie pracujecie na 100% swoich możliwości lub wykonujecie je np. na 20 %, bo akurat menadżer patrzy wam na ręce. Gdyby nie patrzył, poszlibyście do kuchni przygotować sobie kawę. Dopiero, gdy sami wewnętrznie poczujecie to co macie robić, gdy zrozumiecie jaki jest ich sens i je zaakceptujecie, ba nawet polubicie, dopiero wówczas przekonujecie się do nich. Od tego momentu zaczynacie dobrze pracować.

Czyli cały czas SŁUCHACIE SIEBIE.

Dotyczy to wszystkich osób na świecie.

Nic nie może być w konflikcie z wami.

Jeśli jest, męczycie się. Przytłumianie WŁASNEGO GŁOSU może trwać latami, ale wówczas przez lata tłumiony, WYBUCHA jak WULKAN. Wylewają się tony skumulowanej energii, wówczas zawsze „COŚ” DUŻEGO w waszym życiu się wydarza. Ktoś może być introwertykiem i nie potrafi się wykrzyczeć, przez cały czas wszystko „zamyka” w sobie i zaczyna chorować.

Szafy, przez lata upychane „niewypowiedzianymi ciuchami”, kiedyś same się otwierają! I to z HUKIEM!

Można także:

  • NIE wstawać rano do pracy
  • NIE udać się do biura
  • NIE brać udziału w szkoleniach
  • NIE spotykać się z kontrahentami

To są dwie drogi, którymi można bez problemu iść. I cały czas, ludzie nimi podążają.

Pracujący człowiek po latach, jest w innym miejscu swego życia. Drugi ze STAŁYM – „NIE”, także gdzieś się znajduje.

Jeśli jesteśmy świadomi swego życia, wiemy czego chcemy, to SAMI JE KREUJEMY! Ważne, abyśmy o tym wiedzieli.

Kreujemy je także, nic nie robiąc!

Własną kreacją życiową jest także wzięcie lodówki na kredyt i nie spłacanie rat. Po jakimś czasie pojawi się komornik. To także jest kreacja.

Fajnie gdybyśmy zdawali sobie z tego sprawę.

Kiedy robimy coś dla kogoś i nie jest to zgodne z nami, nie czujemy tego, nasza „wydajność zaangażowania spada” jak po równi pochyłej.

Kiedy sami czujemy, że to co robimy ma sens i jest zgodne z nami w 100% lub w czasie trwania „PRÓB” przekonujemy się do tego, wówczas jesteśmy zaangażowani w tworzenie projektu, pomysłu na 110% i więcej. Angażujemy się z całego serca.

Najpierw pojawia się MYŚL, CHCĘ:

  • malować obraz
  • upiec ciasto, które uwielbia moja rodzina
  • regularnie pomagać w fundacji
  • kupić wygodną kanapę do mieszkania
  • znaleźć sposób na obejście kolejek na poczcie
  • pojechać na wymarzony wyjazd po dalekim wschodzie
  • ukończyć kurs języka hiszpańskiego
  • urodzić dziecko i być szczęśliwą mamą
  • zdać kurs prawa jazdy
  • prowadzić rodzinny biznes po rodzicach np. piekarnię
  • itd.itd.

Potem MYŚL zaczyna się krystalizować i uwidaczniają się szczegóły, nad którymi trzeba popracować.

Później pojawia się WIARA, że jest to dla mnie potrzebne.

WIARA zamienia się W WIEDZĘ, 

„JA WIEM” że tego właśnie JA CHCĘ!

A na „końcu” PROCESU pracuje się z całego serca, na 110% i wówczas cała praca nad pomysłem staje się DLA NAS PRAWDĄ!

TO MY W ŻYCIE WDRAŻAMY WŁASNE POMYSŁY!

My jako ludzie mamy MILIONY możliwości własnej realizacji!

A jak powstają, nowe modele samochodów?

Najpierw była o nim MYŚL!

cdn.

Wpisz poniżej swój komentarz: