Myślicie, że pan „Zamartwiacz” sam do was przyszedł?

Przecież to wy zapraszacie go do siebie. Zjawia się w waszym życiu tylko na wasze życzenie. On sam, na siłę, do nikogo nie przychodzi. Nikomu się nie narzuca.

Jest upierdliwy i jest mistrzem w naprzykrzaniu się, ale tylko wówczas, gdy już znajduje się u kogoś na „metrach kwadratowych” umysłu.

Można mu wiele zarzucić, ale na pewno nie brakuje mu kultury, ogłady i dobrego wychowania.

Aby trafił do konkretnej osoby, ona musi przywoływać go do siebie. Te sygnały są na tyle silne, że biedny pan „Zamartwiacz” nie może obojętnie obok nich przejść. Wywołując go z tłumu, już wcześniej przygotowaliście dla niego specjalnie dedykowaną KARTĘ WSTĘPU do waszego UMYSŁU.

Jesteście dla niego atrakcyjni, jak przysłowiowa „wisienka na torcie”. Ze swym bałaganem w głowie wyglądacie dla niego jak suto zastawiony stół. Potrawy są bardzo wykwintne. Znajdziecie tu wiele wyniszczających dań myślowych, pojawiające się znikąd soczyste kąski w postaci destrukcyjnych myśli! Aż palce lizać!

Jeśli żywiłbym się czyimś smutkiem, sam nie dałbym rady odmówić tak przygotowanemu menu. Gwarantujecie przecież całodobowy dostęp do open baru.

Można powiedzieć:

„Czym zrujnowany umysł bogaty, tym smutek rad!”.

Pan Smutek wpada do was na kawę. Rozpoczynają się poważne rozmowy o życiu i … takie tam. Bawi co najmniej przez miesiąc.

Zamieszkał w waszej głowie. Najważniejsze, że w spółdzielni nic o nim nie wiedzą, bo za śmieci byście więcej zapłacili. Jak za nowego członka rodziny, oczywiście. Przynajmniej tu zaoszczędziliście, więc pierwsze korzyści już są.

To wy, w swej głowie tworzycie dla niego otwarte przestrzenie. Rzecz się dzieje tylko w waszym umyśle. Nie w realnym życiu. Choć siła negatywnych myśli jest tak ogromna, że wpływa na waszą codzienną rzeczywistość.

Zauważcie, że myśli są o wiele silniejsze od prężących się, na zawodach kulturystycznych, super siłaczy. Oni nic nie mogą wam zrobić, a negatywne myśli – owszem. Niszczą was o każdej porze dnia i nocy. Nie muszą specjalnie brać urlopu. Relaksują się, dzięki zabieranej bezpośrednio wam mocy.

Jesteście więźniem sami u siebie.

To co, myśli mają siłę, czy nie?

Smutek nie powstaje sam z siebie. Bo niby skąd ma wziąć energię?

Kto ma mu podać tlen?

Z czego powstaje? Kto go płodzi?

On tworzony jest przez was. Z waszych, tylko i wyłącznie waszych myśli! Rodzi się w waszych głowach.

U mnie go nie ma. U setek tysięcy innych ludzi także nie.

To dzięki wam utrzymuje się przy życiu.

Uświadomcie sobie, że smutek własnych sił nie posiada. Zauważcie, że to wy zasilacie i podtrzymujecie energię smutku w sobie.

Regularnie wpadacie w stan depresji, który de facto sami stworzyliście i sami go podtrzymujecie.

Wierzycie, że nie da się inaczej żyć, nie ma innych sposobów na wasze fatalne dni i noce. Dodatkowo macie silną wiarę w to, że w waszej wegetacji nie może istnieć nic innego, poza stanem permanentnej stagnacji.

A powiem, oficjalnie, że to nie prawda.

To wy jesteście akumulatorem dla niego.

To wy od podstaw tworzycie mu życie. Obecnie macie zamknięty obieg własnej energii. Jesteście jak, biegający w panice, chomik na kołowrotku. Spójrzcie na to z boku. Stańcie obok waszego trwania i przyjrzyjcie się sobie i wygenerowanym sytuacjom. Zatrzymajcie wybrane chwile, jak w Matrixie.

Będąc emocjonalnie zaangażowani w to, co w swojej głowie uruchomiliście, nic po za tworami własnego umysłu nie widzicie.

Zapytam. Kto tę niekończącą się spiralę nakręca?

Przeskakując z jednej tragicznej myśli w kolejną?

Tylko wy!

Zacznijcie je liczyć. Tak samo jak dzieci, które nie mogąc zasnąć, liczą gwiazdki na suficie. Sami się przerazicie, jaką macie bujną wyobraźnię.

Wy jesteście głównym i jedynym generatorem, zasilającym i kreującym w sobie smutek oraz wiele innych stanów.

Wy także potraficie siebie wznosić, a nie tylko rujnować.

Uchwyćcie, że to wy jesteście konstruktorem i budowniczym tego, co swoich głowach posiadacie.

Cdn.

Wpisz poniżej swój komentarz: